Znalazłem w gazecie (ale nie polskiej – u nas byłoby to chyba
niemożliwe) takie porównanie. Francuski komentator dziwi
się, że głowa Kościoła, który patronował m. in. krucjatom,
inkwizycji i walce z demokracją, dziś występuje w roli herolda
pokoju i orędownika rozumu, który ma łagodzić porywy nienawiści.
Bo to przecież tak, jak gdyby szefowie firmy Jack Daniel’s
walczyli z alkoholizmem… Ta uwaga ma oczywiście związek
z  wrogą reakcją muzułmanów na słynny wykład papieża
w Ratyzbonie. Ot, taki paradoks, że w kraju Woltera trzeba dziś
bronić papieża przed religijnym fanatyzmem…

Muzułmanie twierdzą oczywiście, że ich religia nie propaguje
przemocy. I mają swoje argumenty. Mówią np., że podboje
arabskie czy ottomańskie nie miały nic wspólnego z islamem.
Było to zwyczajne budowanie imperiów - co praktykowali też
wyznawcy innych religii. Albo wskazują na taki fakt: na Bałkanach,
przez wieki rządzonych przez Turków, chrześcijaństwo
przetrwało, a w Hiszpanii odbitej w średniowieczu przez
chrześcijan nie został ślad po muzułmanach z krwi i kości
(tylko zabytki)… Można by dyskutować. Szkoda tylko, że dla
niektórych muzułmanów najlepszym argumentem w obronie
dobrego imienia swojej religii jest zamordowanie holenderskiego
reżysera albo somalijskiej zakonnicy. Ewentualnie pogróżki
pod aresem intelektualistów, takich jak Salman Rushdie
czy Robert Redeker.

Pomijając jednak problem fanatyzmu, cała sprawa ma jeszcze
drugie dno. Z ust ludzi związanych z Kościołem można usłyszeć
opinię, że zasady świeckości, rozdziału religii od państwa są
tylko pozornie wyrazem sprawiedliwej bezstronności. Laickość
państwa nie jest zdrowym kompromisem, tylko faktyczną
dominację pewnej areligijnej (jeśli nie wprost antyreligijnej)
ideologii.  Innymi słowy - narzędziem ucisku. I znów: można
o tym dyskutować. Ale obecne przejawy agresywnego fanatyzmu
pokazują wyraźnie, dlaczego ten “ucisk” jest nieodzowny. Bez
arbitra stojącego ponad roszczeniami fundamentalistów
utonęlibyśmy w niekontrolowanej przemocy. Bo gdy perswazja
okazuje się nieskuteczna, to rodzi się pokusa użucia siły.